Miał zapłacić mandat za jazdę 119 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h. Ostatecznie jednak sąd uniewinnił kierowcę, wskazując na szereg poważnych błędów w postępowaniu oraz brak wystarczających dowodów.
Sąd: zbyt wiele nieścisłości
Sprawa dotyczyła kierowcy oskarżonego o przekroczenie prędkości zarejestrowane przez mobilny fotoradar 30 sierpnia 2024 roku.
Według mandatu samochód miał poruszać się 119 km/h zamiast dozwolonych 50 km/h.
Podczas procesu okazało się jednak, że w dokumentacji znalazło się kilka poważnych błędów.
Dali czy Latsia? Nawet miejsce wykroczenia się nie zgadzało
Jednym z najważniejszych problemów było miejsce popełnienia wykroczenia.
W akcie oskarżenia wskazano Dali, natomiast operator fotoradaru wpisał Aleję Nikozji w Latsii jako miejsce ustawienia urządzenia.
Sąd zwrócił również uwagę, że oskarżenie nie potrafiło jednoznacznie wykazać, jakie ograniczenie prędkości obowiązywało w tym miejscu. W dokumentach pojawiały się dwie różne wartości – 50 km/h i 65 km/h.
Kierowca udowodnił, że był wtedy w Pafos
Najważniejszym argumentem obrony okazało się alibi.
Mężczyzna przedstawił dowody, że w czasie, gdy doszło do rzekomego wykroczenia, przebywał w Kato Pafos, gdzie spotkał się z klientami, aby przekazać zdjęcia ślubne, które wcześniej wykonał.
Sąd uznał, że nie sposób było jednocześnie znajdować się w Latsii i w Pafos.
Samochód to nie dowód, kto siedział za kierownicą
Policja argumentowała, że oskarżony był właścicielem pojazdu w dniu wykroczenia.
Sąd przypomniał jednak, że sam fakt posiadania samochodu nie oznacza automatycznie, że jego właściciel prowadził go w chwili popełnienia wykroczenia.
Nie przedstawiono żadnego dowodu potwierdzającego, kto rzeczywiście siedział za kierownicą.
Mandat został unieważniony
Choć sąd zauważył, że część wyjaśnień kierowcy budziła wątpliwości, uznał jednocześnie, że oskarżenie nie zdołało udowodnić jego winy ponad wszelką wątpliwość.
W efekcie kierowca został uniewinniony, a sprawa zakończyła się oddaleniem zarzutów.
FAQ
Dlaczego kierowca wygrał sprawę?
Sąd wskazał na liczne błędy w dokumentacji oraz brak dowodów potwierdzających, że to właśnie on prowadził samochód.
Jakie błędy popełniono?
Nie zgadzało się miejsce wykroczenia, nie wykazano obowiązującego limitu prędkości, a kierowca przedstawił wiarygodne alibi.
Czy właściciel auta zawsze odpowiada za wykroczenie?
Nie. Sąd przypomniał, że trzeba udowodnić, kto faktycznie prowadził pojazd.



