Jeśli myślicie o Cyprze, to macie przed oczami piaski, plaże i hotele. Jednym słowem: turystyka. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jeśli nie ta gałąź gospodarki, to ta wyspa nie byłaby tym, czym jest teraz. Dobra, powiedzmy sobie wprost. To nie ryzyko, nie byłaby.
Obecnie branża turystyczna, nie tylko na Cyprze, ale i na świecie, ma pod górkę. Kryzysy, wojny, pobojowisko ekonomiczne po pandemii — wiele osób się o tym wypowiadało, a na pewno mądrzejsze ode mnie. Po prostu. Jednak rychło w czas ktoś postanowił się przyjrzeć tej sprawie z perspektywy cypryjskiej. Podczas spotkania, kongresu, zgromadzenia (nazwijcie jak chcecie) HOTREC, szef stowarzyszenia cypryjskich hotelarzy Thanos Michaelides postanowił się podzielić swoimi spostrzeżeniami. Dlaczego sektor turystyczny na Cyprze nie jest atrakcyjny? Jakie są jego problemy? Uszczknijmy z tej krynicy mądrości, bo zapewne nikt nie wiedział o tych palących problemach.
1. Problemy w sektorze turystyki są wszędzie, lecz różni się to skalą w zależności od wielkości kraju.
Nie no, nikt nie wiedział. Żaden nie wiedział, że turystyka ma ciężko. Żaden nie mógł połączyć kropek, że gdy, dajmy na to, Izrael z Iranem robili mistrzostwa Bliskiego Wschodu w przerzucaniu się rakietami, to mogło to wpłynąć na ruch turystyczny. Mało tego, że ludzie, którzy widzą, że czasy są niespokojne, mogą zaglądać w kieszeń dwa razy częściej. Nie no, dzięki, że nam to powiedziałeś, naprawdę. Bez Ciebie, nie wiedzielibyśmy. A, że problemy Cypru są mniejsze, bo i kraj jest mniejszy, to powiem Ci, że musieliśmy to konsultować w ramach spotkań MENSA.
2. Brak pracowników, a zwłaszcza tych wykwalifikowanych. Zwłaszcza w okresie po pandemii.
Nie wiem, czy wiesz, ale mogliście ich zatrzymać. Na przykład, nie wiem, więcej płacić. Bo większość z nich miała tu rodziny, przyjaciół, życie i gdyby mogli utrzymać się (zwłaszcza w obliczu wysokich kosztów najmu), to może chcieliby tu zostać. A tak albo się przebranżowili, albo wyjechali. Nie wiem, tylko tak zgaduję.
Zresztą do dziś pamiętam wypowiedź, nie powiem kogo by się nie narazić na proces sądowy, który zapytany pokątnie o exodus osób wykwalifikowanych, stwierdził, że nie ma ludzi niezastąpionych. A każdego można zastąpić większą liczbą z krajów trzecich. No i efekty widzimy teraz. Znaczy, turystyka widzi jak zwykle zaskoczona. Pomijam fakt, że część z tych osób, ma mówiąc delikatnie, lekko na bakier z angielskim. O greckim nawet nie wspominam. Jednak teraz się okazuje, że to jest brak wykwalifikowanych ludzi na tych stanowiskach.
Ej, dam Ci radę. Taką za darmo, bo ja jestem znany z dawania rad za darmo. Może, jak już wyszkolisz takich ludzi, to może zechciej spróbować ich utrzymać. Nie wiem, na przykład, dając im płace, które pozwolą im przetrwać, albo i coś odłożyć. Bo to, że stwierdzisz, że sobie dorobią na napiwkach, a za płace tylko opłacą rachunki i sobie odłożą, to tak średnio. To tak jakby mieć pensję, 700 euro, ale uznać, że jak wygrają u bukmachera 1000, to będzie 1700, więc w sumie w porządku. Też można.
Potem masa pierdół o tym, że to tendencja globalna, że Cypr ma bogatą tradycję gościnności, że ma plaże, pamiątki historyczne i stanowiska archeologiczne, sraty-taty, że Ci więksi kontrolują rynek i narzucają warunki mniejszym, aż w końcu trafiamy na koronny argument
3. Czynsze na krótki okres czasu i sytuacja demograficzna nie pomaga.
To teraz taka kawa na ławę. Powiedzmy, że pracujesz w gastronomii. Jesteś przeciętnym pracownikiem, w hotelu, nosisz drinki do stolika. Dostajesz na rękę, no powiedzmy, 1300 euro. Ktoś powie, no fajnie, 1300. To teraz zacznijmy.
Odlicz czynsz za mieszkanie. Ceny rosną, ale policzmy optymistycznie 500. Odlicz wodę, do tego prąd, do tego przecież za coś musisz do tej pracy dojechać, coś musisz jeść. Nieprzewidziane wydatki jak uszkodzenie auta, albo wizyta u dentysty. No i tak z tych 1300 robi się 200, które możesz wydać, na co chcesz. Pierwsze lepsze piwo w knajpie w Paphos kosztuje 3,50 (wiem z doświadczenia). Jakiś ciuch, jakieś lepsze udogodnienie jak mikrofalówka za 60 euro. Musisz liczyć do pierwszego.
No i dlaczego ludzie nie chcą mieć takiego (bo taka prawda) wydatku jak rodzina, dzieci i normalne życie. No k***a oświeć mnie i wyjaw mi sekret tej tajemnicy, błagam.
Dla mnie to wygląda tak, że gdy mieliście tłuste lata, a turyści wysypywali się jak z rękawa, to nie obchodziło Was to, kto pracuje, bo zawsze się klient czy pracownik znajdzie. Jednak, gdy klient stał się rzadszy (a i bardziej wybredny) to już takiego pola manewru nie było. A Ci, co odeszli, zabrali ze sobą doświadczenie. No i jak na złość, Ci nowi, często bez doświadczenia, nie mają wystarczających umiejętności, mimo szczerych chęci.
Czyli padliście ofiarą własnej polityki.
No ale wiadomo, lepiej zrzucić na tendencję, wojnę, demografię, czy inne sprawy.
Jednak nigdy, na krótkowzroczność i własny debilizm.
Treść zgodna z oryginałem autora, bez redakcyjnej ingerencji.



