Żebyście nie zrozumieli mnie źle, nie uznaję „Eurowizji” jako poważnego konkursu. Znaczy się, fajnie, że jest taka idea, która — w założeniu — miała promować muzykę krajów Europy, w duchu integracji i pokoju. Czasem się kogoś zaprosi (jak Australię, która przecież nie jest w Europie), czasem jest ciekawie (częściej jest nuda), jednak koniec końców wszystko w duchu pojednania. Czegoś, czego teraz już kompletnie nie ma.
O idealizmie, polityce i wielkich oczekiwaniach
Najgłupszym hasłem, jakie można powiedzieć, to by „nie łączyć tego z polityką”. Często to słyszę w kontekście klubów piłkarskich. Zwłaszcza gdy jakiś klub wywiesi transparent, który jawnie obraża jakąś narodowość, ewentualnie ktoś zwróci uwagę na fakt, że masa klubów piłkarskich jest powiązana z biznesmenami, politykami, a nawet całymi rządami. „Nie łączmy polityki, to tylko sport”. Tymczasem śmiech z Dubaju, Rijadu, Bahrajnu i Kataru jest słyszalny od Arabii po Szetlandy. To jest temat, którego nie wypada poruszać prawda?
A już tym bardziej nie wypada w okazji „Eurowizji” napomknąć pewnego faktu, że pewne kraje są traktowane inaczej niż inne. Znam bowiem taki jeden kraj, nie powiem nazwy, sami się domyślcie, który z trzy lata temu napadł na pewien inny kraj, mając na sumieniu udowodnione i udokumentowane zbrodnie i jakoś wszyscy wtedy jednym głosem (poza pożytecznymi idiotami, bądź opłaconymi agentami wpływu) mówili „TAK! NIE DLA AGRESORÓW. WYRZUCIĆ ICH Z KONKURSU, Z ZAWODÓW, ZEWSZĄD, BY IM ODEBRAĆ SMAK ŻYCIA!”.
Tymczasem mamy teraz taki inny kraj, nie powiem również nazwy, byście się domyślili, który nie do końca leży w Europie, ale ze względów politycznych, gra z nami w piłkę, chodzi na zawody lekkoatletyczne, generalnie uznajemy za część szeroko rozumianego społeczeństwa Europy. Tenże właśnie kraj, najechał pewien teren, który jest ich (albo i nie, zależy kogo spytacie), po czym równa wszystko z ziemią i ma na koncie śmierć cywili idącą w dziesiątki tysięcy. A mówimy o danych jawnych i publicznie dostępnych, a nie z piwnic teorii spiskowej.
Czy uważam, że obydwa przypadki są te same? Nie do końca. Jeden jest zbrojną i jawną napaścią, drugi bardziej kolejnym rozdziałem konfliktu, który trwa od dawien dawna i w którym nikt nie jest bez winy. Jednak w tym drugim wypadku oburzenie jest tym większe, bo po pierwsze są olbrzymie straty w cywilach, a po drugie jest podsycone niechęcią do tego kraju. A umówmy się takie wydarzenia, jak obwinianie innych krajów o różne działania z przeszłości, no nie jest fajne.
Polsce również się oberwało. Temu samemu państwu, w którym pomoc „tymże” była równoznaczna z karą śmierci. A polskie podziemie pomagało w ewakuacji, ucieczce i likwidowało tych, którzy współpracowali w tej zbrodni. Zresztą, o czym tu mówimy, jak najwięcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, było Polakami. Opierając się na tym wszystkim, trudno nie dziwić się sceptycznym głosom i reakcjom na pewne działania. Zresztą to nie tylko polska tendencja, przejrzyjcie Twittera.
No i mamy teraz Cypr, kraj, który umówmy się, nie ma dużego głosu i w sumie mało kogo by to interesowało, czy zbojkotuje tę „Eurowizję” jak niektóre kraje, czy też nie, jednak i tak oburzenie wybuchło, bo jak to Cypr nie dołącza do prawych i sprawiedliwych!? Odpowiedź: Nie, bo nie musi i po co im to?
Zauważmy jaki kapitał przypływa na wyspę i jakie pieniądze się przez nią przetaczają. Z jakiego kraju w ostatnim czasie nadeszła fala turystów, biznesmenów, czy po prostu mieszkańców. Nie ma w tym przecież nic złego, i ja wręcz się cieszę takim stanem rzeczy, bo:
-pieniądz nie śmierdzi
-interesy trzeba umieć robić
-a jak państwo będzie robić dobre interesy, to i coś skapnie obywatelom
-państwo, o którym mówimy, jest jedynym niemuzułmańskim państwem w regionie, więc siłą rzeczy łatwiej Cyprowi z nim współpracować (nie licząc Libanu, który jest tak pomieszany, że często nie wiadomo kto jest kim)
Jednak jeśli liczyliście, że Cypr (na podstawie tego, o czym powiedziałem) się wyłamie i uzna, że w imię „wyższych wartości” uzna, że rzuci to w cholerę i nie pojedzie, to znaczy, że wierzycie też w potwora z Loch Ness, Yeti, w to, że kreskówki z Królikiem Bugsem to filmy przyrodnicze, a ja przebiegnę 300 metrów bez wykaszliwania sobie płuc.
W skrócie — marne szanse.
Dlatego moralność w polityce nie ma znaczenia. Antysemityzm to głupota, w dodatku często poparta uprzedzeniami i legendami ze średniowiecza. Liczy się realizm.
A realizm jest taki, że dobre słowa można sobie wsadzić, a huk bomb jest zagłuszany przez szelest banknotów. Tak było, jest i będzie. Im szybciej to się pojmie, tym lepiej. A i mniejsze nerwy będą.
Dlatego ja chyba nie byłbym dobrym politykiem. Po pierwsze za dużo bym paplał bez pomyślunku, a po drugie wprost bym obiecał, że 15% ukradnę dla siebie, by ustawić rodzinę, ale za 85% wybuduję autostradki, kolej i tę drogę z Pafos do Polis (w końcu). No i te stacje odsalania, bo przecież ile można!
No i wywaliłbym na zbity ryj zarząd EAC, za te przerwy w dostawie prądu, z którymi nic nie mogą zrobić od X lat.
A może…skoro Youtuber dał radę, to może..?
FAQ
Czy Cypr rzeczywiście musiałby bojkotować Eurowizję?
Nie. Decyzje dotyczące udziału to kwestia pragmatyzmu, interesów i oceny sytuacji międzynarodowej, a nie presji emocjonalnej.
Czy Eurowizja pozostaje wydarzeniem apolitycznym?
Trudno tak twierdzić, skoro geopolityka, konflikty i sojusze mają realny wpływ na narrację konkursu i reakcje opinii publicznej.
Dlaczego reakcje wobec decyzji Cypru są tak emocjonalne?
Bo opinia publiczna oczekuje „moralnych gestów”, a nie rozumie, że państwa działają według interesów, a nie wzniosłych deklaracji.


