Cypr to wyspa bogini miłości, słońca i oliwek. Ale pod warstwą wakacyjnych obrazków skrywają się historie zupełnie inne. Mroczne, niespokojne, przekazywane przy kominku albo między sąsiadami. O duchach, przeklętych miejscach i dziwnych znakach. Czasem nawet Cypr potrafi zadrżeć w cieniu.
Każda wyspa ma swoje legendy, ale te cypryjskie mają w sobie coś szczególnego. Może dlatego, że są opowiadane z takim spokojem, jakby były częścią codzienności. Jakby nikogo nie dziwiło, że ktoś widział kobietę w czerni między drzewami albo słyszał płacz dziecka w miejscu, gdzie dawno temu zginęła rodzina.
Na przykład legenda o „Kokkinogia” – Czerwonej Ziemi w regionie Larnaki. Mówi się, że ziemia tam nabrała koloru nie od minerałów, lecz od krwi przelanej w czasie dawnych wojen. Nocą w tym rejonie słychać szepty, a zwierzęta omijają teren szerokim łukiem.
Albo historia „Kładki św. Mikołaja” w górach – miejsce, gdzie według miejscowych dusze ludzi, którzy zmarli nagle, mają wracać co roku tego samego dnia. Jeśli przejdziesz przez most w nocy, a nie spojrzysz za siebie, jesteś bezpieczny. Ale jeśli się obejrzysz… nikt już nie opowiada, co wtedy.
W północnym regionie wyspy znana jest opowieść o kobiecie bez twarzy, która miała ukazać się kilku osobom wracającym z pracy w polu. Mówili, że była ubrana na biało i stała w milczeniu przy drodze, aż nagle znikała w powietrzu.
Są też opowieści o dzieciach widywanych na dachach kościołów, o głosach dobiegających z pustych domów i o znakach krzyża, które same pojawiają się na drzwiach.
Większość z tych historii nie ma autora. Nie znajdziesz ich w przewodnikach. Przetrwały w rozmowach, w podsłuchanych wspomnieniach, w opowieściach babć, które niby się śmieją, ale przez ramię zawsze spluną trzy razy, na wszelki wypadek.
Na Cyprze mówi się, że lepiej nie kusić losu. Że nie wszystko trzeba rozumieć. I że jeśli coś cię woła z ciemności – po prostu idź w drugą stronę.


