Ekolodzy zarzucają władzom poważne uchybienia przy grzebaniu zwierząt zabitych w związku z ogniskami pryszczycy. Sprawa dotyczy rejonu Dromolaksia, gdzie – według organizacji – mogło dojść do naruszeń zasad bezpieczeństwa i ochrony środowiska.
Zarzuty wobec służb
Ekolodzy twierdzą, że pojawienie się nowego przypadku poza strefą wykluczenia może wskazywać na nieskuteczność działań weterynaryjnych. Rolnicy mieli zgłaszać, że przy grzebaniu padłych zwierząt nie zawsze przestrzegano procedur bezpieczeństwa.
Według organizacji opublikowane materiały pokazują truchła leżące w wodzie w rowie grzebalnym, co rodzi pytania o zabezpieczenie miejsca przed skażeniem gleby i wód gruntowych. Wskazano też, że transport zakażonych zwierząt odbywał się w otwartych pojazdach, co mogło zwiększać ryzyko rozprzestrzeniania choroby.
Dodatkowe obawy
Organizacja podkreśla, że miejsce pochówku nie było odpowiednio zabezpieczone, a zapach był wyczuwalny w promieniu kilku kilometrów. Podniesiono również kwestie możliwego rozprzestrzeniania się wirusa oraz wysokości odszkodowań dla hodowców, które – zdaniem rolników – nie odpowiadają realnym stratom.
Ekolodzy wezwali do wyciągnięcia konsekwencji politycznych i zaostrzenia nadzoru nad działaniami służb.
FAQ
Czego dotyczy spór w Dromolaksia?
Chodzi o sposób grzebania zwierząt zabitych z powodu pryszczycy i możliwe naruszenia procedur.
Jakie są główne zarzuty ekologów?
Dotyczą m.in. transportu zwierząt, zabezpieczenia miejsca pochówku i ryzyka skażenia środowiska.
Czy sprawa ma dalszy ciąg?
Ekolodzy domagają się wyjaśnień i konsekwencji wobec odpowiedzialnych.



