Pozwólcie, że na start posłużę się Wikipedią. Co prawda polską, ale podejrzewam, że w każdym kraju definicja jest podobna.
„Umowa najmu – w polskim prawie cywilnym umowa, w której wynajmujący zobowiązuje się oddać przedmiot najmu do używania najemcy, na czas oznaczony lub nieoznaczony, w zamian za wynagrodzenie w postaci czynszu płaconego przez najemcę. Przedmiotem najmu mogą być rzeczy ruchome, jak również nieruchomości, a także części rzeczy jako całości lub nawet jej części składowe.”
To w dużym skrócie myślowym. Generalnie, jeśli jesteś kimś, kto na swój kwadrat nie ma pieniędzy, jesteś zmuszony wynajmować go od kogoś, kto taki kapitał ma. Czy to firma, czy prywatny właściciel, nie ma znaczenia. Każdy gdzieś mieszkać musi, więc koniec końców nie ma wyboru. Szkoda tylko, że negocjacje czasem nie przypominają normalnej rozmowy między stronami transakcji, a selekcję jak do Legii Cudzoziemskiej.
O ile jeszcze kwestia zarobków jest w miarę zrozumiała, bo przecież ważne jest, czy Cię na owe mieszkanie stać, tak pytania o kwestie prywatne jak związki, dzieci i inne tego typu kwestie to jest już coś zupełnie innego. Znałem człowieka, który dostał pytanie na rozmowę o mieszkanie, uwaga – z iloma partnerkami miesięcznie się spotyka. Rozumiecie to? To tak jakby Was jakiś losowy człowiek pytał, ile razy się wypróżniacie w ciągu dnia. Paranoja. Oczywiście, ktoś zaraz to obroni tym, że człowiek musi selekcjonować najmujących, bo to przecież jego własność, ale czasem pytania wykraczają poza sferę biznesową, a czasem i absurdu.
Pytanie o związek, pytanie o dzieci, pytanie o zwierzęta, pytanie o to, czy ktoś słucha muzyki, jakiej muzyki, pytanie o to, czy – uwaga – jest czysty i się myje (tak, też o takich przypadkach słyszałem), a to dopiero rozbiegówka. Rynek nieruchomości ma w tym wypadku wolną rękę, bo klient się zawsze znajdzie. Zresztą opisywaliśmy to na łamach naszego portalu. Oczywiście z tym wiąże się depozyt i opłata różnych innych „progów wejścia”.
Nie zrozumcie mnie źle, daleko mi do komunistycznych ciągot albo stwierdzenia, że „każdemu wedle potrzeb”, bo o tym mówią tylko ci nawiedzeni ideowcy o farbowanych włosach, Che Guevarze na koszulce i nalepkami o zwalczaniu kapitalizmu na swoim MacBooku, a ja takim wariatom nie ufam. Jednak coś, co powinno być czymś naturalnym i normalnym, urasta do rangi wizyty u ojca chrzestnego sycylijskiej mafii.
Mało tego – jedna strona ma tego świadomość i to wykorzystuje. Ceny szybują w górę i o ile w takim Pafos da się jeszcze coś sensownego znaleźć, o tyle w Limassol albo mieszkasz w dwie osoby, albo liczysz na regenerację nerek, by móc je sprzedać więcej niż dwie na czarnym rynku. No, albo masz bardzo dobrą pracę, ale wtedy Cię to i tak nie obchodzi, byleby coś się w porcie działo i był prąd. No i by nie strzelali Ci nad głową na autostradzie.
Jak żyć, moi mili? Jak żyć, Cyprze24? Jak żyć, Panie Premierze? Po swojemu. Do przodu. Nawet jeśli czasem uderzy Cię to w portfel. Bo na koniec dnia – czyż nie po to pracujemy, by mieć coś nad głową?
A skoro się na to godzimy, to tak czy siak, klient i tak się znajdzie. Chyba że nie – to wtedy zrzucimy to na kryzys i tych, którzy go spowodowali. Bo to nie wina zawyżonych cen i nieadekwatnych do tego usług, prawda?
FAQ
Czy rynek najmu na Cyprze jest drogi?
Tak, szczególnie w Limassol i Nikozji, gdzie ceny mieszkań w ostatnich latach wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent.
Czy właściciele mają prawo zadawać prywatne pytania najemcom?
Niektóre pytania mogą naruszać prywatność – dobry właściciel powinien ograniczyć się do kwestii finansowych i referencji.
Dlaczego mieszkania na Cyprze tak drożeją?
Wzrost cen wynika z popytu, inwestycji zagranicznych i ograniczonej dostępności gruntów, zwłaszcza w regionach turystycznych.



