Jak doskonale wiecie, lubię sobie czasem zajrzeć w statystyki. Jeśli nie wiecie, to już macie świadomość. Nie patrzę jednak na PKB, rozwój ekonomiczny, bo to każdy może sobie sprawdzić. Dane Eurostatu są powszechnie dostępne. Wolę takie mniejsze badania, takie, które na pierwszy rzut oka nic nie mówią, ale koniec końców mówią wiele.
Otóż jak podają dane, do których dotarło Philenews (a oni z kolei powołują się na badania Thatcham Research wraz z Britain’s National Vehicle Crime Intelligence Service), bo na nich się będę powoływał w tym tekście, Cypr zajmuje trzecie miejsce jak miejsce, do którego trafiają kradzione auta z Wielkiej Brytanii. Na pierwszym miejscu Demokratyczna Republika Konga (38,5%), na drugim Zjednoczone Emiraty Arabskie (20,1%), a na trzecim Cypr z wynikiem 6,7%. Tuż za nim jest Jamajka z 5,7% i Gruzja 5,1%. Poza Emiratami nie powiem wybitne grono.
Ktoś teraz powie, że co to jest siedem procent, jak inni mają znacznie więcej. Pragnę zaznaczyć, że jeśli chodzi o Emiraty, to w grę wchodzą o wiele większe pieniądze i możliwości (ale o tym za moment), a porównywanie się do DR Konga (z całym szacunkiem dla tego kraju) to trochę jak się cieszyć, że może w Twoim mieście kogoś dźgnęli nożem, ale za to we wsi Alabababa, właśnie zabili 30 osób. Czy można się tak pocieszać? Można, ale nie ma to sensu.
Laura Richards, dość uznana brytyjska psycholog kiedyś stwierdziła: „Przestępcy nie budzą się rano i nie mówią sobie: dziś kogoś zabiję.”. Parafrazując to stwierdzenie, nie każdy budzi się rano i stwierdzi, a sobie ukradnę samochód, albo złamię prawo.
Obecnie żyjemy w czasach, jeśli chodzi o społeczeństwo, gdzie życie w ramach narzuconych przez system, wartości, czy cokolwiek innego, jest — o dziwo — trudniejsze, niż łamanie tychże. Ktoś może pracować na mieszkanie, nie wiem, pięć lat, a ktoś to samo może zyskać, robiąc kilka szemranych szwindli. Mało tego, uważam, że większość osób, mając wybór, nie chciałaby tego robić. Tutaj dochodzimy to sedna sprawy.
Ktoś teraz rzuci, że przecież jak możesz to wnioskować po kradzieży aut jakichś „Angoli”, bo przecież kradną wszyscy, wszędzie. To może z bardziej lokalnego podwórka, Pafos, bo w tym środowisku się mniej więcej obracam. Nie ma dnia, by na którejś z grup lokalnej społeczności, ktoś nie napisał, albo nie wysłał materiału wideo, jak ktoś wchodzi na posesję, ewentualnie chce coś ukraść. Widzę też zmianę podejścia. Kiedyś, nie do pomyślenia. Potem, strach i niedowierzanie. Teraz bardziej współczucie, ale tak już jest.
No i moje pytanie, czemu my mamy się na to godzić? My, którzy przyjechaliśmy tutaj, by pracować i żyć, a nie kombinować? Czemu, zarówno turyści chcący tę wyspę zobaczyć, jak i my, którzy postanowiliśmy tu przyjechać, ułożyć sobie życie, mamy przechodzić obojętnie wobec tego kombinatorstwa i łamania tych ram, które sobie sami nałożyliśmy? Często, bo Ci ludzie, którzy to robią, nie mają wyboru.
Nie chcę tu wchodzić w buty moralizatora, bo ja nie mam do tego żadnego prawa, ale patrząc z punktu widzenia przeciętnego człowieka. Jeśli masz żonę, dzieci, pracę i nie potrafisz z niej utrzymać tego wszystkiego na odpowiednim poziomie, czujesz się zdesperowany. A zdesperowany człowiek, gotowy jest do różnych rzeczy. No i w tym momencie powinny wejść stosowne reformy i służby, które jednostki zdegenerowane wywalą z kraju na kopach bez prawa powrotu, a tych, co im się po prostu noga potknęła, pomogą się podnieść.
Jednak koniec końców nic nikogo tak naprawdę nie obchodzi.
To, że niszczą agrokulturę tego kraju, by zbudować 1000 niepotrzebną Marinę? No, i tak nic nie zrobię, po co więc krzyczeć. To, że nie stać młodego małżeństwa, by kupić mieszanie? No, tak tendencja. To, że ceny rosną, ale z drugiej strony płace nie? No, kryzys gospodarczy. A to, że rodzina z Brighton (losowo), przyjechała na wczasy i ktoś zabrał im bagaże, bo debile nie zamknęli okien? Mogli zamknąć.
Prawda jest taka, że najciężej jest być tym, który chce coś osiągnąć w białych rękawiczkach i jeść na białym, czystym obrusie, nieumazanym żadnym brudem. Czasem jednak nie masz wyboru. Stąd to wyrywanie ATM za COVID-u, te strzał i eksplozje, te sytuacje, gdy z jednej strony widzisz piękne samochody na ulicach Limassol, a z drugiej ludzi, którzy narzekają na wysokość czynszu.
No i oczywiście, że mógłbym teraz zakończyć to stwierdzeniem, że tu jest źle i dramat, ale to nie prawda. To miejsce, ludzie, otoczka, jest wspaniała. Tylko często widać to poczucie, że nic nikogo nie obchodzi.
Nie ważne, że jesteśmy w rankingu kradzieży aut z Wielkiej Brytanii obok Konga czy Jamajki. Nieważne, że sporo ludzi, może pomarzyć o własnym mieszkaniu, albo nawet samochodzie. Nieważne, że godzimy się na zasady, których sami mamy w nosie przestrzegać. Ważne, że mamy piękne Mariny, z których lokalsi nie skorzystają, bo po prostu nie będzie ich stać. A skoro ich nie stać, to po co nam oni. Zawsze ktoś się znajdzie.
Pewnie i nawet mój rant, nic nie zmieni. Jednak, jeśli mogę sobie pozwolić na drugi cytat w tym tekście, tym razem, Edmunda Burke’a, podobno:
” Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił.”
A ja może nie jestem dobry, ale chociaż staram się patrzeć, z innej perspektywy. A może coś się ruszy, chociaż w mikroskali?
FAQ
Czy Cypr naprawdę jest trzecim krajem, do którego trafiają kradzione auta z Wielkiej Brytanii?
Tak, według badań Thatcham Research i NVIC Cypr zajmuje trzecie miejsce – po DR Konga i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Dlaczego autor uważa, że to coś znaczy?
Bo takie dane pokazują, że problemy z przestępczością i obojętnością wobec prawa dotykają także krajów, które uchodzą za spokojne i bezpieczne.
Czy to tekst o kradzieżach, czy o czymś więcej?
To refleksja o społeczeństwie, które zbyt często akceptuje zło, bo „nic nie da się zrobić”.


