Wielki pożar w dystrykcie Limassol z lipca 2025 roku pozostawił po sobie nie tylko wypalone domy i gaje oliwne, ale także ogromną frustrację mieszkańców. Dlaczego – mimo skali zagrożenia – wiele wsi nie doczekało się pomocy? I czy naprawdę zabrakło strażaków?
Skala była zbyt duża, zasoby zbyt małe
Według oficjalnych danych, w najtrudniejszym momencie akcji gaśniczej w rejonie Limassol i Pafos uczestniczyło około 250–300 strażaków. Choć może to wydawać się liczbą niską, trzeba pamiętać, że cała Republika Cypryjska zatrudnia około 700–750 etatowych funkcjonariuszy straży pożarnej.
W praktyce oznacza to, że znacząca część krajowych zasobów została zmobilizowana. Reszta musiała pozostać w innych częściach kraju – na wypadek pożarów miejskich, wypadków drogowych czy ratowania ludzi z zamkniętych mieszkań.
„Nie można rzucić wszystkich ludzi do jednego pożaru. A co, gdyby w Nikozji w tym czasie ktoś został uwięziony w płonącym budynku?” – tłumaczył jeden z funkcjonariuszy.
Mało ludzi, ale jeszcze mniej sprzętu
Choć liczba strażaków jest ograniczona, jeszcze większym problemem pozostaje dostępność sprzętu. Według danych z 2019 roku, Republika Cypryjska miała 86 pojazdów gaśniczych i 6 podnośników, rozmieszczonych w 31 jednostkach. Podczas lipcowego pożaru w Limassol użyto aż 75 wozów gaśniczych, co oznacza, że niemal cała krajowa flota była w akcji.
Dla porównania – w Polsce działa ponad 16 tysięcy jednostek PSP i OSP, a pojazdów ratowniczo-gaśniczych jest ponad 30 tysięcy. W każdym województwie funkcjonują też wyspecjalizowane grupy ratownictwa chemicznego, wysokościowego i wodnego.
Na Cyprze tymczasem brakuje rezerw operacyjnych i sprzętu specjalistycznego, a wiele małych wsi znajduje się w trudno dostępnych, górzystych rejonach.
W czasie pożaru wiele jednostek musiało przerwać działania, bo… zabrakło wody. Najbliższe źródło często znajdowało się kilkanaście kilometrów dalej.
Cypr to wyspa – i to zmienia wszystko
W polskich realiach, np. w województwie mazowieckim, które ma ponad 35 tys. km², a więc jest sześciokrotnie większe niż Republika Cypryjska, wsparcie może dotrzeć w kilka godzin z całego kraju – z Gdańska, Płocka, Poznania. Wozy strażackie ruszają „na kołach”. Na Cyprze to niemożliwe.
Jako wyspa, Cypr nie może liczyć na szybkie wsparcie naziemne z zagranicy. Jedyną realną pomocą są samoloty i śmigłowce – a te wymagają planowania, zgody politycznej, logistyki i czasu. W pierwszych krytycznych godzinach Cypr musi radzić sobie sam.
Dramat w terenie: „Straż nigdy tu nie przyjechała”
Dziennik Philenews opublikował wstrząsający reportaż z objętych ogniem wsi. Mieszkańcy miejscowości Souni mówią wprost:
„Η Πυροσβεστική δεν πέρασε ποτέ από εδώ” – „Straż pożarna nigdy tu nie przyjechała.”
Inny dodaje:
„Έχω 30 πυροσβεστήρες και κοιμάμαι με το όπλο στο χέρι” – „Mam 30 gaśnic i śpię z bronią w ręku.”
W Ágios Amvrosios ludzie ratowali, co mogli – bez wsparcia, bez koordynacji. To nie była tylko walka z ogniem – to była walka o przetrwanie.
Strażacy też są ludźmi – i muszą odpoczywać
Wielogodzinne gaszenie ognia w ekstremalnym upale i zadymieniu to nie tylko ryzyko, ale też ogromne obciążenie fizyczne. Strażacy muszą jeść, nawadniać się, odpoczywać. Nie są w stanie pracować bez przerwy przez całą dobę – a bez możliwości rotacji zespołów każda jednostka musi się kiedyś wycofać.
Dlaczego nie przyjęto pomocy z północy?
Kontrowersje wywołała także informacja, że władze północnego Cypru (nieuznawanej przez społeczność międzynarodową „TRNC”) zaoferowały wysłanie helikoptera ratowniczego – który nie został przyjęty.
Oficjalna wersja brzmi: „sytuacja była już pod kontrolą”. Jednak według komentatorów, decyzja miała podłoże polityczne i wizerunkowe – przyjęcie pomocy od strony tureckiej mogłoby być uznane za symboliczne „uznanie” okupowanego terytorium.
Pomoc przyszła z sąsiedztwa – ale nie z Grecji
Tymczasem wsparcie lotnicze z Jordanii, Izraela i Egiptu dotarło bardzo szybko – na prośbę cypryjskich władz i poza formalnym unijnym mechanizmem. W przeciwieństwie do państw UE, które działały zgodnie z procedurami (np. Hiszpania), bliscy sąsiedzi odpowiedzieli natychmiast.
Znamienne było jednak to, że Grecja – tradycyjny partner i sojusznik Cypru – nie mogła tym razem pomóc. Powód? W tym samym czasie sama zmagała się z niszczycielskimi pożarami lasów, w wielu regionach jednocześnie. Greckie zasoby ratownicze były już w pełni zaangażowane we własnych operacjach – i po raz pierwszy od lat nie mogły wesprzeć Cypru z powietrza.
FAQ
Ilu strażaków działa w Republice Cypryjskiej?
Około 700–750 etatowych funkcjonariuszy, plus kilkudziesięciu pracujących doraźnie. W akcji w Limassol brało udział ok. 250–300 z nich.
Dlaczego nie skierowano więcej jednostek?
Część sił musi pozostać w innych częściach kraju – np. w Nikozji, Larnace, aby móc reagować na inne nagłe zdarzenia. Dodatkowo strażacy nie są w stanie pracować non stop – potrzebują przerw i rotacji.
Czy Republika Cypryjska odrzuciła pomoc z północy?
Tak. Według mediów, władze „północnego Cypru” zaoferowały helikopter, ale oferta nie została przyjęta. Prawdopodobnym powodem były względy polityczne i symboliczne.


