Polacy podróżujący na obszar okupowany muszą uważać: „władze północy” ogłosiły zakaz korzystania z terminali Starlink i podobnych urządzeń satelitarnych. Nieautoryzowana łączność satelitarna ma być traktowana jako przestępstwo, zagrożone grzywną i aresztem.
Surowy zakaz i groźba konsekwencji
Zgodnie z ogłoszeniem tamtejszego urzędu ds. telekomunikacji (BTHK), korzystanie z urządzeń Starlink lub podobnych systemów bez wcześniejszej autoryzacji jest nielegalne. Zakaz obejmuje zarówno użytkowanie, jak i pomoc w uruchomieniu sprzętu.
W świetle lokalnych przepisów każdy, kto świadomie korzysta z takiego urządzenia, może zostać ukarany grzywną sięgającą czterech minimalnych pensji, karą pozbawienia wolności do sześciu miesięcy albo obiema sankcjami jednocześnie.
Dlaczego zakaz jest tak restrykcyjny
Jak wskazuje BTHK, nawet pełna zgodność sprzętu z normami CE czy częstotliwościami nie zwalnia użytkownika z obowiązku uzyskania licencji. Według komunikatu, nielicencjonowane terminale mają stanowić ryzyko dla bezpieczeństwa, ponieważ umożliwiają omijanie lokalnych mechanizmów kontroli i nadzoru.
Rada BTHK zdecydowała, że nie będzie wydawać pozwoleń na import takich urządzeń — z wyjątkiem rzadkich przypadków związanych z bezpieczeństwem publicznym.
Co to oznacza dla turystów z Polski
Polscy turyści korzystający z usług Starlinka w kamperach, łodziach, laptopach czy telefonach powinni pamiętać, że na obszarze okupowanym urządzenia te są zabronione. Nawet bierne posiadanie sprzętu może wzbudzić zainteresowanie „władz północy”.
W praktyce oznacza to, że każdy, kto planuje wjazd przez przejście graniczne na północ, powinien wcześniej odłączyć i schować terminale satelitarne — także mobilne.
FAQ
Czy turyści z Polski mogą wwieźć lub używać Starlink na północy?
Nie. Na obszarze okupowanym obowiązuje zakaz korzystania z nieautoryzowanych urządzeń satelitarnych.
Jakie kary grożą za używanie Starlinka?
Grzywna do czterech minimalnych pensji, sześć miesięcy aresztu albo obie sankcje.
Czy posiadanie certyfikatu CE coś zmienia?
Nie. Sprzęt nadal wymaga lokalnej licencji, której „władze północy” nie wydają.



