O Cyprze można powiedzieć sporo, ale nie to, że się nie rozwija. Kiedy przyjechałem tutaj siedem lat temu, o wielu rzeczach albo tutaj nie słyszeli, albo mieli to gdzieś, bo jeśli coś dalej działa, to po co coś naprawiać i usprawniać. Kto wie, może dzięki temu właśnie życie przeciętnego mieszkańca Cypru jest spokojniejsze, stres mniejszy, a to ja się niepotrzebnie czepiam.
Pamiętam, jak jeszcze nie tak dawno temu w Pafos nie było nic. A może raczej, prawie nic. Z opowieści ludzi, którzy mieszkali tam dłużej niż ja, mówili, że było jeszcze gorzej. Nie chcę sobie tego wyobrażać. Tymczasem coś się rusza. Każde rondo ma ozdoby świąteczne zasponsorowane przez największych deweloperów, o czym oczywiście muszą się pochwalić banerami. Nie wiem, czy to efekt wizyty Ducha Przyszłych Świąt z „Opowieści wigilijnej”, czy też firmowych decydentów zamknięto w piwnicy ratuszu w Pafos i z akumulatorem przyczepionym do jaj wymuszono wydanie jakichś pieniędzy, ale jeśli jest efekt, to nie muszę wiedzieć jakimi środkami został on osiągnięty.
Parki, fontanny, światła, wydarzenia kulturalne, ba! Nawet kino pokazujące na świeżym powietrzu filmy, których na co dzień się nie ogląda, bo albo są tak stare, że jeszcze pamiętają przemówienia Adolfa, albo zbyt mądre bądź poważne dla przeciętnego zjadacza chleba, którego szczytem marzeń jest posłuchanie wycia Taylor Swift. Wszystko pięknie i ładnie, ale przy okazji budowania nowego, często zapominamy o starym.



Pomniki, które ozdabiają pajęczyny, wołające o uwagę i wzdychające do czasów świetności, rzucają się w oczy. Place i skwerki, o których często nikt nie wie, albo nie pamięta. Nie dziwota, skoro nawet Google Maps (a ta korporacja wie praktycznie wszystko) o tym nie informuje. Zapomniane tablice pamiątkowe dawnych bohaterów, które na co dzień traktowane są tylko brudną ścierką od niechcenia, a o które ktoś daje atencję jedynie na święta państwowe. Politycy owinięci we flagę i frazesy przecież muszą się jakoś prezentować.
A przecież można by to było inaczej (i taniej) rozwiązać. Pafos jest bowiem żywą historią, z obiektami archeologicznymi i zabytkami, które można wyeksponować. Na cholerę budować jakieś wieżowce (ten Soho to najlepiej byłoby zburzyć, bo to postawił albo ktoś pijany, albo niespełna rozumu, ni to cypryjskie, ni japońskie, ni do c**** niepodobne), czy mieć w planach trzecią, czy czwartą nikomu niepotrzebną marinę? Mówimy o Pafos, ale ile jest miejsc w innych miastach, albo w małych wioskach w górach. Ostatnio, będąc na świątecznym jarmarku, zobaczyłem starą budkę telefoniczną, a niej cała historia rozwoju telekomunikacji na Cyprze. A to w wiosce, gdzieś nieopodal Nikozji.
Wierzcie mi lub nie, ale Cypr to nie tylko plaże, piasek i pijani turyści. To też budowle, sztuka i historia. Może i ciężka, może czasem krwawa, ale co jak co, my Polacy jesteśmy z takimi rzeczami zaznajomieni, odkąd tylko odkryliśmy, jakich mamy sąsiadów. Dlatego może będziemy odkrywać więcej i dbać o to, co już mamy, zamiast budować nowe?
Bo nowe zawsze można zbudować. Lecz z czasem i ono się zestarzeje. Co potem?
FAQ
Czy Pafos rzeczywiście tak bardzo się zmieniło w ostatnich latach?
Tak – miasto intensywnie się rozwija, inwestując w infrastrukturę, przestrzeń publiczną i wydarzenia kulturalne, choć często kosztem zapomnianych zabytków i miejsc historycznych.
Dlaczego autor krytykuje nowe inwestycje w Pafos?
Tekst zwraca uwagę na brak równowagi między nowoczesną zabudową a ochroną dziedzictwa kulturowego, wskazując, że historia miasta bywa marginalizowana.
Czy Cypr to tylko turystyka i plaże?
Nie – Cypr to również bogata, wielowarstwowa historia, architektura i kultura, które zasługują na większą uwagę i ochronę.


