Burzliwa debata, ostre starcia i polityczne oskarżenia. Tak wyglądało głosowanie, podczas którego parlament odrzucił rządowy projekt regulujący tradycyjne lampratzie — wielkosobotnie ogniska. Planowane przepisy zakładały system zezwoleń i zasady bezpieczeństwa, ale przepadły wyraźnie: 28 głosów przeciw, 10 za i 2 wstrzymujące się.
Politycy ostro: tradycja kontra bezpieczeństwo
Część posłów uznała projekt za niewykonalny, przeładowany restrykcjami i niemożliwy do egzekwowania. Przekonywano, że nikt nie skontroluje ognisk „20 metrów od kościoła” ani nie dopilnuje godzin ich rozpalania. Padały słowa o „drakońskich karach” i porównania do przepisów sprzed wieków.
Inni przypominali, że tradycja wiąże się dziś z realnym ryzykiem. Przypomniano śmierć 25-latka podczas ubiegłorocznych lampratziów oraz prawie sto pożarów w całym kraju. W ocenie zwolenników projektu państwo ma obowiązek chronić życie, a nie pozostawiać ogniska w szarej strefie.
Chaos prawny zostaje
Choć projekt był pełen wad — przyznawali to nawet jego autorzy — miał uporządkować sytuację, w której lampratzie formalnie i tak są zakazane, a brak nowych przepisów oznacza jedynie dalszą niepewność. Krytycy odpowiadali jednak, że ustawa byłaby martwa w momencie wejścia w życie.
Spór dotyczył także tego, czy obecne przepisy pozwalają gminom wydawać zgody na ogniska. Część posłów twierdzi, że tak, i że należy po prostu poprawić obowiązujące prawo, zamiast tworzyć całkowicie nowe.
Co dalej?
Po odrzuceniu projektu sytuacja wraca do punktu wyjścia. Tradycja lampratziów trwa, ale przepisy pozostają niejasne, a lokalne władze nie mają skutecznych narzędzi do kontroli. Ryzyko powtórki tragicznych wydarzeń pozostaje realne.
FAQ
Czy lampratzie są teraz legalne?
Nie w pełni — pozostają w szarej strefie i zależą od decyzji lokalnych władz.
Dlaczego odrzucono projekt?
Uznano go za niewykonalny i zbyt restrykcyjny, z karami niemożliwymi do egzekwowania.
Co proponują posłowie?
Część chce poprawić istniejące prawo o gminach zamiast tworzyć nowe przepisy.



